niedziela, 1 września 2013

Rozdział 10

Dziewczyny obudziły się o 10.
-Witajmy w bajce- przywitała ich Olivia.
-Witamy... Wstałam dziś o jakieś 6 i widziałam jak Aneta oblizuje Sobie wargi itp, to... Ty wczoraj z nim?- zapytała się Marta uśmiechając się i znając odpowiedź po przemyśleniach.
- Ej. Odczep się!- Krzyknęła Aneta rzucając najbliższą poduszkę w Martę. Nie wiedziała co w nią wstapiło ale po chwili zaczęła się śmiać by wyglądało to na przyjazny 'atak'.
- Nam nie powiesz?- zapytała się Natalia z lekkim smutkiem. Anete to bardzo zmiękczyło. Jak zwykle, nie mogła ulec dziewczyną. Ale to chyba nie było czymś złym by nie można się do tego przyznawać.
- No tak... - Powiedziała Aneta łapiąc kolejną poduszkę i ją przytulając. Wyglądała jak mała dziewczynka zamarła w marzeniach. - To było takie spontaniczne. Odruchowe? Poprostu cudowne!
Olivia siedząca na materacu najbliżej Anety objęła ją ramieniem i powiedziała;
- Nasza kochana Anetka zaznała prawdziwej miłości.
Marta i Natalia też przysuneły się do Anety chcąc ją przytulić i pogratulować. Anecie popłynęły łzy. Łzy szczęścia. Miała przy Sobie najlepsze przyjaciółki, na nie zawsze mogła liczyć.
- Teraz to już będzie tylko piękniej.- Stwierdziła Natalia patrząc na walizki poukładane wzdłuż ściany namiotu.- Lecz dziś musisz się ubrać wyjątkowo cudnie!
Nagle Marta,Natalia i Olivia odskoczyły od Anety by znaleść w 4 walizkach najbardziej sexowne ubrania.
- Dziś załóż ten stanik czerwony koronkowy, albo bez. Jak wolisz. - Pierwsza odezwała się Marta wyciągając ze swojej walizki soczyście czerwony stanik.
- A w twojej walizce znalazłam przezroczystą białą koszulkę, i ten dekold. Idealna.- Tym razem odezwała się Olivia i zaczęła dalej zagłębiać się w walizkę Anety. Po chwili krzyknęła.- Mam! Czarną skórkowa spódniczka. Natalia, ta Twoja ulubiona.
Stylizacja była ułożona co Aneta przyjęła z nieśmiałym kiwnięciem głowy. Dziewczyny też wybrały Sobie ubrania i wyszli z namiotu w kierunku łazienek. Wychodząc nie widziały ruchu w namiocie naprzeciwko. Uznały że chłopcy jeszcze śpią.
- Ślicznie wyglądasz, wyzywająco. Jeszcze bym Cię trochę umalowała.- Powiedziała Marta patrząc z zachwytem na stylizację. - I tak, dobrze robisz że wciągasz tą koszulkę w spódniczkę.
-Dziękuję. Wolę się zbytnio nie malować. Mam 19 lat, chce być naturalna.
Marta pokiwała głową z uśmiechem. Dziewczyny wróciły do swoich namiotów nadal nie widząc chłopców. Usiadły więc na pobliskiej ławce. Po chwili ujżeli swych przyjacieli lecz to spotkanie było dość wyjątkowe. Chłopcy wjechali na teren namiotu motocyklami; Junakiem s200, Yamahą YZF, Hondą cbr i suzuki GSX. Wszyscy którzy byli przy dróżce patrzyli się na maszyny z porządaniem lub wychylali się z namiotu by sprawdzić co robi ten hałas. Gdy podjechali pod swój namiot, Kuba wyjął z plecaka 8 paczuszek.
- Dzień dobry, śniadanie przyjechało.
Dziewczyny siedziały jak wmurowane nie wiedząc co się dzieje, lecz po chwili się przekonały że po chłopakach można spodziewać się wszystkiego. Aneta wstała kierując się ku motocyklą, lecz została w połowie drogi złapana przez Leszka w pasie.
- Później pojeździmy, teraz śniadanie. Mamy wypożyczenie na cały dzień.
Aneta obruciła się do niego uśmiechając się.
- Dobrze, a gdzie pojedziemy ?
- Zwiedzimy trochę Łeby.
- Czy ta Suzuka to 600'ka?
- Oczywiście, wszystkie to 600'ki
Uśmiechnęli się do Siebie. Po śniadaniu weszli na maszyny. Wiktor z Martą na Junaka. Adam z Natalią na Yamahę. Kuba z Olivią na Hondę, a Leszek z Anetą na Suzuki. Najpierw pojechali do centrum, następnym celem była przystań. Kręcili się tak jeszcze po okolicy do 15, wtedy zatrzymali się w centrum.
- Czas na obiad, gdzie idziemy? Byle by nie śmieciowe żarcie...- powiedział Adam opierając się o Yamahę.
- Może chodźmy w krzaki?- zaproponował Witek.
- Zboczeniec!- zaczął krzyczeć Kuba skacząc jak poparzony.
- No nie śmieszne, przed nami 'restauracja 'w krzaka'- odpowiedział mu Witek.
- Witek... Tam 2 litery sie nie świecą. To jest 'w SkrzaTka'. - Powiedział Leszek po dokładnym spojrzeniem w stronę restauracji.
- To uderzymy w Skrzatka?- zaproponował ponownie Witek.
- Walmy.- Odpowiedział uradowany Kuba.
- Lepiej nie wal Kuba.
- Lepiej nie wypowiem się na ten temat.
- Lepiej to chyba.
- Chodźmy już do restauracji.- Przerwała wymianę zdań Witka i Kuby Olivia. Więc poszli już bez słowa do restauracji. Czekając na zamówienie rozważali wyścigi.
- Ja napewno chcę się ścigać.- Stwierdziła Aneta.- Kto staję ze mną?
- Mógłbym. Ale lepiej żebyś się nie ścigała, eee.... Bezpieczniej.- Odpowiedział Leszek lekko zatroskany i zaniepokojony.
- To ja biorę Yamahę.- Aneta czuła się w swoim żywiole.
- To jak wygrasz z Leszkiem to ja biorę Suzuki. I zobaczymy co lepsze.- Adam również był chętny do wyścigów.
-Moja Honda,ale tylko na jednej prostej wyścig.- Powiedział Leszek z niepokojem.
- To ja chce Junaka.- Zadeklarowała się Marta tak jakby teraz dopiero zrozumiała o czym rozmawiają.- Tylko która prosta?
- Przy polu namiotowym jest niezła droga, ślepa i bez domków. Wjazd można zatarasować Lublinem.- Zaproponował Leszek.  Wszyscy się zgodzili.
Więc po obiedzie pojechali na tą uliczkę. Wjazd zatorowali Lublinem.
- Ta uliczka ma tylko z 500 m.- Zasmuciła się Aneta.
- Coś jest - pocieszył ją Leszek unasząc nonszalancko brwii.
- Oh no dobrze, niech staną na mecie. Ja chcę już jechać!
Po chwili wszystko już było gotowe. Marta stanęła przy starcie, by rozpocząć wyścig. Aneta czuła rządze wygranej, która pchneła ją lepiej niż wiatr. Czuła mieszankę ekstazy i euforii podczas jazdy, a zwłaszcza gdy wyprzedziła Leszka i wygrała swoją Yamahą.
- Gratuluję Anetka. - Zaczęła się cieszyć Olivia przytulając przyjaciółkę.
- No to zobaczymy kto tym razem wygra.- Powiedział Adam z dużą pewnością Siebie. Leszek był lekko przygaszony. Za jego plecami był las. Nagle usłyszał trzask łamanych gałęzi.
- Coś jest w lesie.- Powiedział głośno zaniepokojony Leszek wytęrzając wzrok.
-Pewnie jakieś zwierzęta.- Odpowiedział Witek tak jakby to było w pełni oczywiste. Aneta znowu ustawiła się na starcie tym razem z Adamem. Tym razem Adam wygrał lecz każdy patrzył się na nich jakby zobaczył ducha.
- Co się stało? - zapytał z rozbawieniem Adam.
- Z lasu leciały w Waszą stronę kamienie. To było dość dziwne.- Wyjaśnił Kuba. W tej chwili podjechała Marta Junakiem ze startu.
- Jeju, nic Wam się nie stało? Za Wami leciały w poziomie kamienie. Jakby się pod koło dostało to... Wolę nie myśleć.- Powiedziała jednym tchem Marta. Znowu usłyszeli szelest i kamień minął centymetry od Kuby.
- Ja też wolę nie myśleć. Wolę poptostu spierdalać.- Stwierdził Kuba czując strach. W głębi lasu usłyszeli szalony śmiech.
- Ja pierdole, spierdalajmy!- Krzyknęła Aneta nie mogąc opanować swojego języka z powodu strachu.
- Dobrze. Jedziemy do samochodu. Potem ja się na niego przesiąde. Aneta, do namiotu pojedziesz sama?- Ustalił Leszek który chyba najmniej spanikował.
- Dobrze. Jedźmy już!- Znowu Krzyknęła Aneta, i ponownie usłyszeli śmiech lecz bardziej z oddali. Ruszyli rozglądając się czy nikt na nich nie czatuje z kamieniami. Po chwili zatrzymali się by Leszek przesiadł się do Lublina. Lecz tam czekała ich kolejna niespodzianka.
- Ktoś przedziurawił oponę, dobrze że tylko jedną, bo mamy zapasową.- Powiedział lekko zdenerwowany Leszek, jemu też udzielił się niepokój. Wymienianie opony dłużyło się, było to robione w ciszy a każdy dla zabicia czasu wpatrywał się w las. Po 15 minutach już wszyscy jechali do namiotów. Po powrocie usiedli w kółku tak jak wczoraj w nocy.
- Co to było ja się kurwa pytam.- Powiedział Kuba nie wytrzymując i jednak wstając, chodząc od namiotu do namiotu.- To nie mogło być zwierzę. Człowiek. Psychopata?
- Tak, taki jak ty. Siadaj lepiej Kuba.- Stwierdził Adam wpatrując się w ziemię tak jakby zaraz miała wyjść z niej odpowiedź która go dręczyła jak i każdego 'kto i dlaczego?'
- Adam ma rację, siadaj. Takie chodzenie nam nie pomoże a dekoncentruje.- Zgodził się Witek.
- Ja myślę że ta osoba Nas zna, albo chodź jedną osobę.- Powiedziała Marta wyrywając trawę która rosła w zasięgu jej dłoni. Kuba zaczął kiwać głową podczas siadania.
- Chyba najlepiej jakbyśmy zmienili miejsce pobytu. Może ten ktoś Nas obserwuję. Dziś już późno ale jutro...- Zaproponował Adam patrząc na innych którzy zgodzili się z Nim poprzez pokiwanie głową.
- Tylko kto to mógł być? Niezrównażony fan Tune?- Zapytała Natalia.
- Fan nie chciał by mnie zabić.- Odpowiedział bez zastanowienia Adam.- A ostatnio nikogo nie obrażaliśmy chyba, Kuba?
- Nie przypominam Sobie. Przez ostatni czas chowamy głęboko w dupe Nasze zdanie i byle iść do przodu. - Stwierdził Kuba pochylając się nisko i bujając w przód i tył.
- Nie ważne.- Stwierdziła po chwili Aneta.
- Jakto 'nie ważne'? Ktoś próbował Cię zabić a to dla Ciebie nie istotne? - Spytała się ze ździwieniem Olivia.
- Chodzi mi o to że i tak nie zgadniemy jej/ jego tożsamości, a jak to głównie się dzieję w życiu wszystko wyjdzie z czasem.
- Prawda, nie dręczmy się tym tak. Już 20, Aneta odprowadzasz ze mną Hondę i Suzuki?- Zapytał Leszek.
- Dobrze, a Junak i Yamaha?
- One mają promocję jeszcze 2 godziny.
- To jedźmy.
- Zaczekaj chwilę jeszcze pójdę do namiotu.- Powiedział Leszek wstajsc i kierując się ku swemu namiotowi. Aneta też wstała i leniwym krokiem podążyła ku Hondzie. Po chwili pojawił się Leszek.
- Wykorzystajcie jeszcze te 2 godziny i odstawcie je.- Powiedział na pożegnanie i już jechał przodem między namiotami.
- To ile oni czasu będą tu wracać?- Spytała się Marta, patrząc w miejsce w którym przed chwilą zniknęli.
- Oj, zdaję Mi się że dość długo. - Odpowiedział Witek również patrząc w tamtą stronę. Oboje odwrócili się ku Sobie i uśmiechnęli do Siebie

- Motocykle doprowadzone, kaski oddane, to teraz powrót do namiotów. Długo Wam się zeszło ze spacerkiem w jedną stronę?- Zapytała Aneta poprawiając swoją skórzaną spódniczkę.
- Niezbyt długo, lecz najpierw chciałem Cię zaprosić do reastauracji. - Leszek uśmiechnął się nieśmiało.
- Dobrze.- Dziewczyna odwzajemniła uśmiech lecz z większą pewnością. 2 uliczki dalej była restauracja ' Rosie' do której się udali. W wejściu aż zatykała piękna woń róż. Usiedli przy stoliku najbliżej okna z którego sączyły się ostatnie strugi słońca. Odbijane od kryształowego żyrandola w krztałcie gigantycznej róży dawał wręcz bajeczny efekt i gnieniegdzie czerwone delikatne światło. Ruch nie był zbyt duży. Był to czas gdy do miasta przyjeżdżali zwykle młodzi turyści którzy woleli pójść na dyskotekę, kupić piwo a do tego fast food'a. Na początku Leszek zamówił wino z 1869 roku.
- Pięknie tu.- Stwierdziła Aneta rozglądając się dookoła.
- Tak, niedawno otworzony lokal, a stworzony z taką gracją. - Przyznał również Leszek zaglądając do menu.
- Oh, lecz ceny... One nie wytworzone są z czystej gracji.- Zasmuciła się Aneta.
- Nie przejmuj się ceną. Raz się żyje.
Zamówili pierś pod pokrywką a'la szef. Zaczęli sączyć powoli wino zaczynając od tematu prezydenta.
- Wiesz że znam go osobiście? W wieku około 13 lat poznałam go na jakimś czacie. Zabawne, nigdy bym się nie spodziewała że zostanie tym kim został. I to w wieku 21 lat.- Pochwaliła się Aneta.
- Podobno gra na perkusji.
- Tak, i to dobrze. Na yt jeszcze zapewne są jego covery. Teraz zapewne bardzo słynne.
- To świetnie. Prezydent muzyk, dobrze brzmi. A premier, też go znasz?
- Czytałam jego bloga. Gdy on miał 16 lat. Bardzo odpowiedzialne nastawienie do świata od dawna.
- Proszę.- Kelnerka przyszła z zamówieniem poprawiając ułożenie stanika na co Aneta mało nie parskneła śmiechem. Kelnerka zrobiła tylko obrażoną minę i wróciła do lady.
- Smacznego.- Powiedziała Aneta ciągle mając szeroki uśmiech na twarzy.
- Smacznego.
Jedli w ciszy. Po połowie porcji stwierdzili że więcej nie zjedzą i wrócili do samego picia wina.
- Zaprosiłem Cię żeby Cię zapytać...- W tej chwili Leszek musiał upić spory łyk wina i wyjął podłużne pudełeczko z kieszeni.- Czy nie została byś przy mnie do kąd tylko życie pozwoli. A najprościej- będziesz ze mną?
Przysunął pakunek ku jej stronie. Aneta otworzyła wieczko a w środku zobaczyła przepiękny srebrny łańcuszek z drgocennym kamieniem w środku.
- Wiem że to nie logiczne. Znam Cię około tydzień, ale czuję że to powinienem zrobić.
Aneta potrafiła tylko kiwnąć głową ponieważ ją całkowicie sparaliżowało.
- Czyli mam to przyjąć jako zgodę, tak?- Zapytał niepewnie chłopak.
- Kocham Cię. Tylko po co ten łańcuszek?- zapytała Aneta drżącym i cichym głosem.
- Hmmm... Chyba żebyś za każdym spojrzeniem na niego przypominała Sobie właśnie tą chwilę.
Dziewczyna nie wiedziała co zrobić, siedziała osłupiała. Zaczęła wyobrażać Sobie miny swoich koleżanek z rodzinnych stron i uśmiech wstąpił na jej twarz. Pokiwała głową gładząc bok opakowania. Leszek wstał i założył jej prezent przekładając jej  włosy na bok. Po zapięciu pocałował ją w szyję i usiadł na Swoim miejscu.
- Pięknie Ci skarbie.
Dokończyli lampkę wina i wyszli z lokalu. Trzymając się za rękę szli powolnym krokiem ku namiotom.
- Już taka niespodzianka, na drugi dzień...- Stwierdziła z zadumaniem Aneta.
- Chyba się cieszysz z tego powodu?
- Oczywiście!- Pocałowała go w usta.- Nawet nie wiesz jak. Tylko ja nie potrafię pokazywać tak euforii jak inni.
- Dobrze wiedzieć. Taka pokerowa twarz?
- Oh, można tak powiedzieć. - Aneta popatrzyła na Leszka z uwielbieniem i położyła głowę na jego ramieniu. Była pełna radości, każda cząstką jej ciała żyła euforią, lecz minę miała poważną i tak było dla niej dobrze. Doszli do namiotów, na pożegnanie chcieli się pocałować lecz to zamieniło się w długi i namiętny pocałunek gdzie ich ręce biegały po partnerze jak po bierzni. Po tym tylko zaśmiali się pochylając głowę ku Sobie. Trochę ich dziwiło że przyjaciele o 24 już spali, lecz nie mieli siły się nad tym zastanawiać i zasneli szybko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz